Gdy na niebie nad Dubajem pojawiły się rakiety, mieszkańcy stanęli przed niecodziennym widokiem. Niektórzy zareagowali paniką, inni – zdumieniem. Monika, która na co dzień mieszka w tym luksusowym mieście, opowiedziała o swoich przeżyciach dla litewskiego programu „Bus visko”. Jej relacja rzuca nowe światło na to, jak różni ludzie reagują w obliczu zagrożenia i kto naprawdę potrzebuje uciekać z miejsca, które uchodzi za symbol bezpieczeństwa i dobrobytu.
Niewiarygodne obrazy nad miastem
Początkowo Monika przyznała, że trudno jej było uwierzyć w to, co widzi. „Nawet patrząc na własne oczy, nie mogłam w to uwierzyć. Po prostu nie da się pojąć, że to się dzieje naprawdę. Szczerze wzięłam to za fajerwerki” – mówiła w programie „Bus visko”.
Sytuacja szybko stała się jednak bardziej dramatyczna. Gdy nad miastem zaczęto zestrzeliwać rakiety, wibracje wywołane uderzeniami były odczuwalne nawet w mieszkaniach. „Naturalnie się pochyliliśmy, a potem rozległ się huk. Były odczuwalne wibracje – nawet meble i okna zaczęły drgać. Logicznie rzecz biorąc, powinieneś się ukryć, ale wszyscy wyciągnęli telefony i zaczęli filmować” – opisała Monika pierwsze eksplozje.
Spokój ponad paniką
Mimo tych wydarzeń, kobieta zapewnia, że nie odczuwa paniki. Wręcz przeciwnie – jest wdzięczna za system obronny Dubaju i czuje się tam bezpiecznie. „Muszę przyznać, że czasami niepokój związany z sytuacją może być bardziej odczuwalny, obserwując wydarzenia z daleka, niż żyjąc w samym mieście” – dodaje.
System obronny Dubaju działa sprawnie, chroniąc mieszkańców. „Mnóstwo rakiet zostało zestrzelonych. Wtedy rozumiesz, jaki system tu działa i jak chronieni są ludzie” – stwierdziła.
Kto pierwszy ucieka?
Monika z uśmiechem wspomina tych, którzy postanowili opuścić miasto jako pierwsi. „Od samego początku mówiłam – zobaczycie, zaraz wydarzy się jedno i drugie. Ci tak zwani nowi kryptomilionerzy, którzy jeździli tu 'Lamborghini’ i demonstracyjnie pokazywali drogie zegarki, jako pierwsi zaczną panikować i uciekać. I rzeczywiście tak się stało – wielu z nich bardzo szybko wyjechało z kraju.”
Z kolei miejscowi mieszkańcy, którzy żyją tu od wielu lat, zareagowali znacznie spokojniej. „Żadnej paniki, nawet odrobinę śmiechu” – relacjonuje mieszkanka Dubaju.
Osobiste historie w tle
Jednak w programie Monika mówiła nie tylko o napiętej sytuacji w Dubaju. W otwartej rozmowie poruszyła również swoje życie osobiste – burzliwy rozwód, trudny okres i życie po nim. „W związku czułam się jak w więzieniu. Było wiele rzeczy, na które nie pozwalałam, i dla własnego spokoju psychicznego po prostu wybierałam milczenie” – wspomina.
Dziś Monika twierdzi, że wreszcie odnalazła spokój i nauczyła się być szczęśliwa. Ale czy jej serce jest naprawdę wolne? O tym – w sobotę o 17:30 w programie LNK „Bus visko”.



