Zima w pełni dała się we znaki, a z nią przyszły przerażające rachunki za ogrzewanie, które uderzyły najmocniej w te rodziny, które już teraz ledwo wiążą koniec z końcem. Już nie starcza na podstawowe rzeczy, a wizja kolejnych miesięcy napawa coraz większym lękiem. To nie science fiction, to polska rzeczywistość, w której zimowe chłody stają się realnym zagrożeniem nie tylko dla komfortu, ale i dla samego przeżycia.
Gdy pensja nie wystarcza na nic poza przetrwaniem
Simon Gurevičius, szef „Banku Żywności”, przyznaje, że w całym kraju potrzebującym udaje się pomóc blisko 232 tysiącom osób. Ale ta zima przyniosła bezprecedensowy wzrost zapotrzebowania. Szczególnie szokujące dla wielu okazały się styczniowe rachunki – połączenie mroźnych dni i podwyżki VAT-u sprawiło, że granica między dochodami a wydatkami praktycznie zniknęła.
„Ludzie stają przed gigantycznym wyzwaniem, bo ich dochody i kwoty, które muszą zapłacić, są bardzo bliskie – podkreśla Gurevičius. Wiele osób pyta, czy mogą przyjść po dodatkową pomoc żywnościową, albo czy mogą odebrać ją wcześniej, by mieć pewność, że starczy im do pierwszego.”
Domem staje się praca lub szkoła
Ingrida Radzevičė z centrum socjalnego „Betanija” dodaje, że zimą ich drzwi odwiedza coraz więcej osób. „Mieliśmy mroźną zimę, przez co ludzie już od rana przychodzili, żeby się ogrzać, napić gorącej herbaty w bezpiecznym, ciepłym miejscu” – opowiada. Wielu z jej podopiecznych mieszka w nieodpowiednich warunkach, a ekstremalne temperatury sprawiają, że zdarza im się szukać schronienia nawet na ulicy.
Wiele osób korzystających z pomocy „Betanii” to osoby bezdomne, które szukają schronienia w noclegowniach lub na ulicy. „Często są niechciane, wyganiane z centrów handlowych, dworców. Nasze społeczeństwo niekoniecznie chce ich widzieć” – gorzko zauważa Radzevičė.
Co najgorsze, do „Betanii” przychodzą nie tylko osoby bez dachu nad głową, ale także ci, którzy otrzymują niskie zarobki, oraz seniorzy. Pomoc jest im potrzebna zwłaszcza zimą. Już od listopada żyją w strachu przed rachunkami za ogrzewanie, martwiąc się, jak dadzą sobie radę z płatnościami.
„Szczególnie seniorzy są wrażliwi na tym punkcie. Ogrzewanie przestaje być kwestią komfortu, a staje się kwestią przetrwania. Mając świadomość mroźnej zimy, ludzie muszą myśleć nie tylko o rachunkach, ale też o tym, czy starczy im pieniędzy na jedzenie i leki” – dodaje. Dlatego też udają się do centrum, by tam zjeść i skorzystać z łazienki, co pozwala im zaoszczędzić na rachunkach za wodę i zmniejszyć ogrzewanie w domu.
Kto jest najbardziej narażony?
Według Gurevičiusa, zimą najtrudniej mają seniorzy, samotni rodzice oraz osoby opiekujące się niepełnosprawnymi bliskimi. Szczególne ryzyko dotyczy samotnych seniorów.
- Gdy mieszkają dwie starsze osoby, mają dwa źródła dochodu, a płacą za jedno mieszkanie.
- Gdy senior mieszka sam, koszty pozostają takie same, a dochody są dwukrotnie niższe.
- Samotni rodzice z dziećmi oraz rodziny z osobami niepełnosprawnymi również potrzebują wsparcia.
Gurevičius zauważa też wzrost liczby pożarów zimą, gdy część osób ogrzewa domy drewnem. „Bank Żywności” pomaga również takim osobom. Podkreśla, że po pomoc żywnościową często zgłaszają się również osoby pracujące.
„Pomoc jest najbardziej potrzebna ludziom, którzy nie mają wyboru, by nie pracować. Społeczeństwo często łatko przykleja im łatkę lenistwa. Tymczasem, w rzeczywistości, osób, które z premedytacją unikają pracy, jest bardzo mało.”
Przytacza przykład byłej aktorki, która przyszła po jedzenie, by móc zaoszczędzić na bilet do teatru. „Bardzo ważne jest, by społeczeństwo nie przypisywało tym ludziom etykietki – że są leniami, którzy wybrali bezrobocie. Większość odbiorców pomocy z „Banku Żywności” to seniorzy, którzy nie mogą znaleźć pracy, samotni pracujący rodzice i osoby z niepełnosprawnymi członkami rodziny” – podsumowuje Gurevičius.
Brak zimowych ubrań i problemy z ogrzewaniem
Aistė Adomavičienė z Ogólnopolskiej Sieci Organizacji na rzecz Redukcji Ubóstwa zwraca uwagę na ludzi z najniższymi dochodami, którzy nie mogą skorzystać z dopłat. „Najtrudniej mają ci, którzy nie mają własnego mieszkania i wynajmują je „na czarno”, a właściciele nie chcą rejestrować umów. Taka osoba nie dostanie ani rekompensaty za wynajem, ani za ogrzewanie. O tak zwanej „szarej strefie” w wynajmie mówi się od dawna, ale ta zima uderzyła szczególnie mocno.”
Takie mieszkania najczęściej wynajmują rodziny z dziećmi lub samotne matki, co jeszcze bardziej pogarsza ich sytuację finansową. Nie tylko wyższe rachunki za ogrzewanie i trudności z zakupem żywności, ale także brak wystarczająco ciepłych ubrań dla dzieci i dorosłych stały się problemem.
„Dla niektórych zapłacenie nawet kilku euro za ubranie jest trudne, ponieważ muszą bardzo dokładnie bilansować niewielki budżet rodzinny” – mówi Adomavičienė.
Ogrzewanie w miejscach pracy lub szkołach
Według Adomavičienė, zimą ciężko także osobom mieszkającym w starych, drewnianych budynkach. Problemem nie tylko wysoka cena ogrzewania, ale też fakt, że domy te słabo trzymają ciepło. „Jeśli dom jest nagrzany wieczorem, to nad ranem jest już bardzo zimno. Ludzie wychodzą do pracy, dzieci do szkoły i na zajęcia, by się ogrzać, bo w domu zimą jest po prostu za zimno.”
Podczas mrozów, które panowały w Polsce przez kilka tygodni, na wsiach w niektórych miejscach przerwano dostawy wody, zamarzły studnie. Niektórzy musieli topić śnieg, by zdobyć wodę. Wielu ludzi żyje bez kanalizacji, z toaletą na zewnątrz. „Wyobraźcie sobie, zimą trzeba iść do toalety na zewnątrz przy 30-stopniowym mrozie. To bardzo szkodzi zdrowiu” – zauważa ekspertka.
Adomavičienė podkreśla, że posiadanie pracy nie gwarantuje wyjścia ze skrajnego ubóstwa. Od około 8% pracujących osób wciąż doświadcza ryzyka ubóstwa. Często są to rodziny z dziećmi, gdzie zarobki dzielone są na kilka osób. „Gdyby nie świadczenia socjalne, na przykład pieniądze na dzieci i dodatkowe zasiłki, ryzyko ubóstwa wśród pracujących wynosiłoby 13%. Oznacza to, że te świadczenia ratują, ale ludzie powinni mieć możliwość przeżycia z dochodów z pracy, nie doświadczając ryzyka ubóstwa. Zima również uderza w takie rodziny.”
Niebezpieczne warunki dla bezdomnych
Ingrida Radzevičė zwraca uwagę na osoby bezdomne, które zimą, zwłaszcza podczas mrozów, mają ekstremalnie ciężko. „Życie w takich warunkach staje się bezpośrednim zagrożeniem dla życia, ponieważ wyjście w taki zimno nie jest bezpieczne.”
Część bezdomnych woli nocować w noclegowniach, ale wielu nie spełnia ich warunków – aby uzyskać bezpieczne i ciepłe schronienie, trzeba być trzeźwym. „Są tacy, którzy wolą mieszkać w opuszczonych domach, w zimne dni mieliśmy przypadki, gdy ludzie mieszkali pod balkonami. Warunki są groźne” – lamentuje Radzevičė.
Próbując ratować się przed zimnem, niektórzy bezdomni w zimie uciekali w alkohol. Radzevičė podkreśla, że spożywanie alkoholu podczas mrozów stanowi bezpośrednie zagrożenie, a nie ochronę. „Ludzie nie myślą, że to może prowadzić do realnego ryzyka odmrożenia, utraty kończyn, a w najgorszym scenariuszu – i życia” – ostrzega szefowa „Betanii”.
Jakie inne problemy zauważasz w codziennym życiu Polaków, które nasiliły się tej zimy? Podziel się swoim zdaniem w komentarzach.



