Dla fanów litewskiej muzyki rozrywkowej, a zwłaszcza dla mieszkańców Szawli, 18 stycznia przyniósł straszną wiadomość. Zaledwie wczoraj odebrała telefon z potwierdzeniem, że Vitalija Katunskyte, uwielbiana artystka, zmarła nagle. W tę mroźną sobotę, miasto zebrało się, by pożegnać swoją gwiazdę, wyrażając niedowierzanie i głęboki smutek.
Nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Vitalija, znana ze swojej energii scenicznej i niezwykłego talentu, miała jeszcze wiele planów i koncertów w nadchodzących miesiącach. Jej nagłe odejście pozostawia pustkę, która jest trudna do wypełnienia.
Wspomnienia i niedowierzanie w oczach mieszkańców
Loreta, która przez długi czas sprzedawała perfumy Vitalii, ledwo powstrzymuje łzy. „To był cudowny człowiek, niezwykle szczery, przyjazny i prostolinijny, a do tego utalentowany.” – wspomina z bólem w głosie. „Bardzo nam jej brakuje. Smucimy się wszyscy.”
Jej entuzjazm i siła życiowa były zaraźliwe. „Byłam na jej koncertach w Połądze. To była moja piosenkarka duszy” – mówi jeden z fanów. „Myślę, że ludzie są wyjątkowi nie tylko dzięki swoim piosenkom, ale także dzięki swojej osobowości, nastrojowi i entuzjazmowi. Szawle miały szczęście mieć taką osobę w swoich szeregach. Straciliśmy prawdziwą primadonnę.”
Bliska znajomość i szokująca diagnoza
Wizażystka Vitalii, która była z nią bardzo blisko, przyznaje, że śmierć artystki była dla niej ogromnym szokiem. „Często odwiedzałam ją w domu. Zwłaszcza w ostatnim czasie, gdy miała problemy z chodzeniem, przyjeżdżałam do niej z pomocą. Jej śmierć była dla mnie kompletnym zaskoczeniem.”
Ostatni raz widziała ją tuż przed Bożym Narodzeniem, kiedy przygotowywała się do koncertów. „Miała wiele planów, zamierzała koncertować, gdzieś wyjeżdżać. Ona chciała żyć.” – mówi z goryczą w głosie. „Zawsze można było z nią łatwo porozmawiać – była wspaniałą i bardzo dobrą osobą.”
Walka z chorobą i marzenia o lepszych czasach
Vitalija Katunskyte, urodzona w Szawlach w 1955 roku, przez lata zdobyła serca fanów swoimi przebojami takimi jak „Prażydo sodai”, „Aš moteris”, „Tau meluoti negaliu” czy „Balta lelija”. Jednak za kulisami kryła się bolesna rzeczywistość.
W październiku, podczas rozmowy urodzinowej, artystka otwarcie mówiła o swoich problemach zdrowotnych. „Mam nadzieję na poprawę sytuacji życiowej, bo jest mi bardzo ciężko… Człowiek nie jest z gumy, nie można się rozciągnąć na boki.” – przyznała wtedy.
Zmagała się z problemami z kręgosłupem, drętwieniem nóg, nadwagą i chorobami serca. Mimo licznych wizyt u lekarzy, operacja była zbyt ryzykowna. Na koncertach ostatnio widywano ją siedzącą na krześle.
Plany na przyszłość przerwane przez los
Vitalija miała konkretne plany na przyszłość. Na 28 stycznia był zaplanowany jej koncert wraz z Aidasem Manikasem w Centrum Kultury Rejonu Rosieńskiego w Bertaszkach. Los jednak napisał inny scenariusz.
Problemy zdrowotne znacząco utrudniały jej poruszanie się. „Teraz żyję w granicach rozsądku. Honoraria, oczywiście, nie są już tak wysokie, trzeba być oszczędnym.” – mówiła w jednej z wcześniejszych rozmów. „Jestem samokrytyczną osobą, artystką w pewnym wieku, można powiedzieć, że weszłam już w trzeci etap. Mam problemy ze zdrowiem – nerw ściśnięty w kręgosłupie, drętwiejące nogi, mam trudności z poruszaniem się. Co można zrobić.”
„Oczywiście, wchodzę na scenę, siadam na barowym stołku i śpiewam. Moja publiczność mówi: 'Vitalija, nie przejmuj się, dzisiaj wiele osób śpiewa na barowych stołkach’. Przychodzą mnie posłuchać, a nie oceniać, czy łatwiej, czy trudniej wchodzę na scenę.” – dodawała wtedy.
Walka z wagą i akceptacja siebie
Artystka żartowała, że walka z wagą ją zmęczyła. „Jak to mówię – Bóg dał kobiecie wiele. Dał głos – dzięki, nie wiem nawet czy Bogu, czy rodzicom. Ale że mam za dużo tego ciała – to przez całe życie walczyłam z wagą jak z pociągiem z widłami. Próbowałam wszystkiego, nawet operacji, zakładania pasów, mało nie umarłam od sepsy, potem znowu wyjęli, znowu przytyłam. Teraz trzyma się mniej więcej tak samo.”
„Oczywiście, chciałabym schudnąć, nadwaga nie jest czymś dobrym, ale co zrobisz. Jak to mówię, w tym wieku, co pozostało, to już dał Bóg. Wszyscy chcemy być piękni, szczupli, zdolni i wykształceni. A to, co dostajemy – trzeba się cieszyć.” – mówiła z uśmiechem.
„Moja przyjaciółka mówi: 'Nie bądź taka Vitalija, chcesz być kształtna, piękna i utalentowana – zostaw coś dla innych’. No cóż, trudno. Chciałam być jak pupa Olialia, ale zostałam Katunskyte.” – śmiała się wtedy Vitalija.
„Publiczność mnie pokochała taką, jaka jestem. Dziękuję tym, którzy słuchają moich piosenek, szanują i kochają. Trzeba kochać siebie takiego, jakim się jest i nie ma się czym martwić. Byłoby nudno, gdybyśmy wszyscy ważyli sześćdziesiąt kilogramów. Kto nie lubi, niech nie patrzy, a ja codziennie dostaję telefony od nieznajomych ludzi, którzy mówią, że tęsknią, kochają, kupują moje płyty. Jest wielu artystów, jest miejsce dla wszystkich na świecie. Nie poniżajmy, nie obrażajmy – nasz naród to lubi. Kiedy zaczynają wylewać pomyje, nie wiedzą dokładnie, nie słyszeli, nie widzieli, ale ważne, żeby wyrazić swoją opinię. Życzyłabym wszystkim kultury, pozytywności, uprzejmości.” – podsumowała.
Kariera sceniczna i wyzwania
Artystka zasłynęła z takich piosenek jak „Prażydo sodai”, „Aš moteris”, „Robinzonas”, „Balta lelija” i inne. Karierę zaczęła w młodości, a na scenie spędziła ponad 40 lat. Latem swoimi piosenkami cieszyła ludzi w Połądze.
Ostatnio jednak na jej koncerty przychodziło coraz mniej osób, co artystka komentowała otwarcie. „Chciałabym normalnych koncertów. Przez 'normalne’ rozumiem z większą liczbą widzów, bo naprawdę teraz odczuwam duży spadek frekwencji.” – mówiła. „Myślę, że teraz zacznie się ogrzewanie, to ludzi będzie jeszcze mniej. W weekendy mam 4 koncerty dziennie. Widzowie się obrażają – wyjazd z Szawli do Łoździeli to duża odległość, a jeśli sprzedano tylko 15 biletów, to na pewno nie jedziemy, jesteśmy zmuszeni odmówić. Widzowie najbardziej się obrażają, słyszałam epitety, że jestem 'niewarta słowa’. Kocham i szanuję widzów. Ale jeżdżenie na koncerty do regionów z tak małą liczbą ludzi to po prostu strata.” – nie ukrywała.
W ciągu 2 dni Vitalija miała zagrać w 8 koncertach i jeszcze na nie przygotować. Jak sama przyznawała, pochłaniało to mnóstwo energii. „8 koncertów w dwa dni to sporo, bardzo się męczę. W poniedziałki chodzę cały dzień w piżamie, tego dnia niczego nie chcę widzieć, z nikim nie chcę rozmawiać. Zaczynam dochodzić do siebie dopiero w środę. Ale trzeba cieszyć się, że jeszcze spotykają się ludzie.”
„Jestem człowiekiem bez korony – dziękuję Bogu, że jeszcze funkcjonuję i jeśli tak dalej będzie, może uda się opłacić rachunki.” – śmiała się wtedy artystka.
Dziś, gdy Szawle i cała Litwa żegnają Vitalię Katunskyte, pozostaje nam tylko pielęgnować pamięć o jej twórczości i niezwykłym duchu, który dawała nam przez lata. Jej muzyka na zawsze pozostanie w naszych sercach.
Co najbardziej ceniliście w twórczości Vitalii Katunskyte? Podzielcie się swoimi wspomnieniami poniżej.



