Nocny pożar w Gargżdach, który wybuchł 22 lipca, odebrał 23-letniemu Evaldasowi niemal wszystko. Młody mężczyzna stracił dorobek życia w ciągu kilku minut, a wszystko przez pozornie niewinny przedmiot – ładowarkę do telefonu. Jego siostra, Gitana Brazaitė, apeluje o pomoc i ostrzega innych przed niebezpiecznym zwyczajem, który doprowadził do tragedii.
Ogień pojawił się około drugiej nad ranem. Evaldas zaledwie od początku maja wynajmował mieszkanie w Gargżdach. Niestety, po kilku miesiącach spokoju, jego życie wywróciło się do góry nogami.
Zapalona ładowarka – przyczyna pożaru
Według relacji Gitany, jej brat przeżywał ostatnio trudny okres. Pożar w mieszkaniu pogorszył sytuację, sprawiając, że poczuł się całkowicie bezradny.
W czwartek wieczorem, tuż przed pójściem do pracy, Evaldas postanowił zrelaksować się w łazience. Zwykle zamykał drzwi, aby mieć prywatność. Wtedy usłyszał dziwny dźwięk, przypominający eksplozję lub upadek czegoś. Złudnie zinterpretował to jako hałas z zewnątrz.
Ciemność, dym i płomienie
Po wyjściu z łazienki Evaldas zobaczył gęsty dym, który wypełnił całe mieszkanie. Wszystko wokół było już czarne od sadzy. Opierając się o ściany, dotarł do sypialni, gdzie zobaczył, że łóżko płonie otwartym ogniem. Próbował ugasić pożar wodą z wiadra, ale było to niemożliwe – powietrze było zbyt gorące, by swobodnie oddychać.
Przyczyną pożaru było zapalenie się ładowarki podłączonej do telefonu. Choć dokładny mechanizm – czy eksplodował sam telefon, czy zapalił się kabel – nie jest jeszcze w pełni jasny, śledczy potwierdzili, że to właśnie ładowarka była iskrą zapalną.
Największym cudem jest to, że Evaldas zdążył uciec z płonącego mieszkania. Kilka minut później mogło być już za późno.
Skala zniszczeń
Największe straty poniosła sypialnia, gdzie ładował się telefon. Ale to nie koniec zniszczeń:
- Panele na balkonie roztopiły się.
- Pokój jest całkowicie spalony, a okno zostało wyrwane.
- Lampy i laminaty we wszystkich pokojach wymagają wymiany.
- Drzwi również uległy zniszczeniu.
Ponieważ w chwili pożaru mieszkanie na piątym piętrze było puste, a okno uchylone, dym i sadza wdarły się do środka. Piąte piętro jest całkowicie pokryte grubą warstwą sadzy, widoczne są nawet ślady stóp. Trzecie piętro i klatka schodowa, biegnąca przez trzy kondygnacje, również zostały zalane dymem.
Utracone pamiątki i dokumenty
Evaldas musiał uciekać z mieszkania, zabierając ze sobą niemal nic. Płomienie pochłonęły jego telefon, portfel z dokumentami i wszystkie ubrania. Nawet kluczyki do samochodu roztopiły się. Ubrania, które udało mu się zabrać z szafy, po wypraniu rozpadają się – prawdopodobnie pod wpływem sadzy.
Potrzeba pomocy
Na szczęście mama Evaldas mieszka niedaleko, w S Sviežnie. Policja zapewniła mu bezpieczne miejsce na noc. Obecnie mieszka u matki, ponieważ nie ma dokąd pójść. W domu panuje napięcie, chłopiec przeżył szok.
Jego siostra wspomina: „Kiedy nas odwiedził, miał na twarzy tylko białe kropki od sadzy w miejscach, gdzie były oczy. Na początku nic nie mówił, ale mama sama zauważyła, że wrócił bez niczego.”
Apel o wsparcie
Mieszkanie Evaldas nie było ubezpieczone, co oznacza, że cały ciężar napraw spadnie na niego. Rodzina ma trudności ze zgromadzeniem środków na pokrycie strat i pomoc Evaldasowi w powrocie do normalnego życia.
Gitana dodaje: „Teraz, dzięki wsparciu, czuje się trochę lepiej, ale jeszcze w pierwszych dniach nie zdawał sobie sprawy z tego, co się stało. Jasne, potrzebnych pieniędzy nie zbierzemy tak szybko, nie jesteśmy bogatą rodziną.”
Evaldas nie zamierza się poddawać. Planuje wyjazd do Norwegii z bratem, aby zarobić pieniądze. Rodzina jednak jednocześnie prosi o pomoc wszystkich ludzi dobrej woli, aby pomóc Evaldasowi jak najszybciej stanąć na nogi.
A jakie są Wasze doświadczenia z niewłaściwym ładowaniem urządzeń elektronicznych? Podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach.



