Czy zastanawiałeś się kiedyś, skąd partie polityczne biorą pieniądze na kampanie? Czasem ścieżka tych funduszy staje się tak zawiła, że nawet urzędnicy zaczynają głośno mówić o „podejrzanych przelewach”. W ubiegłym tygodniu na jaw wyszły informacje dotyczące finansowania ugrupowania „Nemuno aušra”, które budzą poważne wątpliwości. Okazuje się, że nawet szczegółowe analizy urzędów skarbowych nie zawsze pozwalają jednoznacznie ocenić, czy pieniądze pochodzą z legalnych źródeł.
Głębokie podejrzenia i skomplikowane procedury
W obliczu wątpliwości dotyczących przepływu pieniędzy, organy takie jak Urząd Skarbowy (VMI) przeprowadzają szczegółowe oceny. Jak tłumaczy A. Klerauskas, zastępca dyrektora VMI, proces ten jest niezwykle pracochłonny.
Jak działa weryfikacja funduszy?
Kiedy pojawiają się podejrzenia, przeprowadzana jest głębsza kontrola. Weryfikowane są nie tylko deklarowane kwoty, ale także możliwość ich zgromadzenia przez darczyńców. Jednak, jak sam przyznaje Klerauskas, kluczowe jest to, czy dana osoba miała wystarczające dochody, by dokonać wpłaty. W procesie weryfikacji nie sprawdza się jednak, czy osoba faktycznie posiada te środki „fizycznie” na koncie w danym momencie.
„Głównym zadaniem, które jest nam stawiane – to ocena, czy osoba miała wystarczające dochody na dokonanie darowizny. Mogę powiedzieć, że w przypadku szczegółowej analizy konkretnej sytuacji dotyczącej konkretnej osoby, według informacji posiadanych przez VMI, oceniana jest jej możliwość zgromadzenia takich środków. Prawda jest taka, że nie sprawdza się samego faktu, czy osoba faktycznie posiada ten środek” – wyjaśniał zastępca dyrektor VMI.
Kampania wyborcza pod lupą
Przypomnijmy, że w kontekście ostatniej kampanii politycznej, Państwowa Komisja Wyborcza (VRK) zwróciła się do VMI o ocenę weryfikacji finansowej ponad 20 osób. Powodem były pewne wątpliwości i okoliczności, które skłoniły komisję do działania. Po przeprowadzeniu szczegółowej weryfikacji, w tym analizy zadeklarowanych sald i możliwości ich zgromadzenia, nie stwierdzono przypadków, w których posiadane saldo całkowicie nie odpowiadałoby przepływom pieniężnym danej osoby.
Poważne śledztwo w sprawie finansowania „Nemuno aušros”
Fakt, że VMI opiera się na posiadanych informacjach i nie zawsze weryfikuje realne istnienie środków, otwiera drzwi do potencjalnych nadużyć. Sytuacja stała się jeszcze bardziej napięta, gdy Prokuratura Generalna wznowiła śledztwo dotyczące finansowania partii „Nemuno aušra”, kierowanej przez Remigijusa Žemaitaitisa. Śledztwo rozpoczęte w lipcu ubiegłego roku ma na celu ustalenie, czy osoby fizyczne i prawne przekazujące środki finansowe na rzecz „Nemuno aušros” w wyborach parlamentarnych w 2024 roku nie naruszyły zasad finansowania kampanii politycznych.
Najnowsze dziennikarskie śledztwo ujawniło niepokojące fakty: część środków przeznaczonych na kampanię wyborczą partii została przelana z kont bankowych, które tuż przed transakcjami zostały zasiliły gotówką. Dlaczego? Ponieważ wcześniej nie było na nich wystarczających środków. Co więcej, według ustaleń, siedemnastu blisko powiązanych z wiceprzewodniczącym partii, Robertem Puchovičem, osób zastosowało tę samą metodę. Wśród nich znaleźli się członkowie rodziny, przyjaciele, sąsiedzi, a nawet osoby powiązane więzami biznesowymi.
Podobną ścieżką podążył także minister środowiska, Kastytis Žuromskas, który wpłacił 2,5 tysiąca euro na swoje konto bankowe, a tego samego dnia przelał tę kwotę partii „Nemuno aušra”.
Gotówka w tle?
Komunikator Karolis Žukauskas sugeruje, że na konto partii mogło zostać przelanych nawet 130 tysięcy euro, które mogły zostać przekazane w formie gotówki. Kiedy pytania dotyczące finansowania partii pojawiły się w przestrzeni publicznej, Państwowa Komisja Wyborcza (VRK) rozpoczęła własne dochodzenie pod koniec stycznia. W jego ramach analizowane jest również potencjalne wsparcie partii za pośrednictwem osób trzecich.
Analiza Karola Žukauskasa wykazała, że wśród darczyńców R. Žemaitaitisa, lidera „Nemuno aušros”, znaleźli się ludzie powiązani z siecią litewskich stacji paliw „Jozita”. Spośród 15 osób, które wsparły lidera partii przed wyborami prezydenckimi, aż 10 (dwie trzecie) miało związki z tą siecią.
Co dalej?
W odpowiedzi na te doniesienia, przedstawiciele różnych instytucji, w tym Służby ds. Badania Przestępstw Finansowych (FNTT), Służby ds. Badań Specjalnych (STT) oraz VMI, deklarują prowadzenie dalszych analiz i badań. Szef FNTT, Rolandas Kiškis, zaznacza, że wdrażanie rygorystycznych przepisów czy barier prawnych byłoby pochopne, póki trwają śledztwa. Jednocześnie nie wyklucza możliwości ograniczenia wpłat gotówkowych na cele polityczne.
„Badanie majątku jako zjawisko jest jednym z priorytetów zarówno dla naszej służby, jak i dla STT” – podkreśla Kiškis. „Natomiast osobiście jestem za ograniczeniem wpłat gotówkowych” – dodaje szef FNTT.
W kontekście polskich realiów, gdzie transparentność finansowania partii politycznych jest kluczowa dla zaufania publicznego, podobne doniesienia zawsze budzą falę dyskusji. Czy jesteśmy świadkami podobnych mechanizmów w Polsce? Jakie kroki powinny zostać podjęte, aby zapewnić pełną przejrzystość przepływu pieniędzy w polityce?



