Pomyśl o zespole, który od trzydziestu lat gra, a jego muzyka nadal porusza tysiące serc. To właśnie dokonali „Pelenai” wraz ze swoim charyzmatycznym wokalistą Česlovasem Gabalisem. Ale jak się okazuje, nawet dla tak doświadczonego artysty, sceniczne doświadczenia wciąż potrafią zaskoczyć. Niedawno podczas koncertu wydarzyło się coś, co Česlovas określił jako absolutnie bezprecedensowe w jego karierze. To nie jest zwykła opowieść o muzyce – to historia o czymś, co wykracza poza nuty i aplauz, coś, co warto poznać już teraz.
Koncertowa mieszanka, która łamie schematy
Zespół „Pelenai” jest znany polskim słuchaczom przede wszystkim z rockowych ballad i potężnego, charakterystycznego wokalu Gabalisa, często porównywanego do legendy gatunku, Bryana Adamsa. Chociaż zespół grał na wielu festiwalach i wydarzeniach, tym razem postanowili połączyć dwa światy – swoje autorskie utwory z muzyką, która ukształtowała ich młodość.
Program „Arena Rock Legacy”
Efektem tej śmiałej decyzji jest dwuczęściowy koncert, który zaskakuje nie tylko doborem repertuaru, ale i emocjami, jakie wywołuje. Pierwsza część to hołd złożony polskiej scenie rockowej, w tym ich własnemu, niezwykle wzruszającemu przebojowi „Lopšinė”. Utwór, napisany przez Gintasa Banysa dla jego córki, stał się dla Česlovasa Gabalisa czymś więcej niż tylko piosenką – to osobiste wyznanie, które przypomina mu, dlaczego wybrał życie na scenie.
„To bardzo osobista piosenka, zawsze mi przypomina, dlaczego jestem na scenie” – mówi wokalista. „Lopšinė” to nie tylko ważny utwór dla zespołu od 1996 roku, ale także przykład tego, jak muzyka potrafi łączyć pokolenia i osobiste historie.
Czym zaskoczył Česlovas Gabalis na scenie?
Druga część koncertu to już podróż do świata Briana Adamsa. Gabalis zdradza, że są utwory, które od pierwszych akordów poruszają publiczność do głębi. Widząc, jak publiczność śpiewa razem „Everything I Do” czy wybucha energią przy „Summer of ’69”, czuje niezastąpioną moc muzyki.
„Kiedy zaczynam „Everything I Do”, widzę, jak kobiety śpiewają razem, a ledwo zabrzmi ‘Summer of ’69’, wstaje cała sala. Wtedy zdajesz sobie sprawę – muzyka działa” – dzieli się artysta.
Może się wydawać, że po tylu latach na scenie nic już nie jest w stanie zdziwić. Nic bardziej mylnego. Podczas jednego z ostatnich koncertów wydarzyło się coś, co zaskoczyło nawet samego Česlovasa Gabalisa. „Tego w moim życiu nigdy wcześniej nie doświadczyłem” – przyznaje, nie zdradzając jednak szczegółów, co sprawiło, że zaniemówił.
Ta tajemnica dodaje tylko pikanterii obecnej trasie koncertowej, której daty możecie sprawdzić poniżej:
- 26 lutego – Raseiniai
- 3 marca – Wilno, Kościół św. Katarzyny
- 4 marca – Ukmergė, Centrum Kultury
- 26 marca – Šilutė, Centrum Kultury
- 28 marca – Tauragė, Centrum Kultury
Poza sceną: niespodziewana pasja
Choć scena jest jego żywiołem, Česlovas Gabalis znajduje czas na rozwijanie nietypowego hobby. Po intensywnych koncertach i próbach ucieka od scenicznego gwaru do świata snookera. Ten angielski bilard pochłonął go bez reszty od pięciu lat. Należy do Akademii Snookera, bierze udział w turniejach i zdobywa nagrody, które zdobią jego półkę obok prestiżowych statuetek muzycznych.
„Snooker wyczyszcza głowę – wymaga skupienia, cierpliwości, a emocje zostawiasz za drzwiami. To zupełnie inny świat niż scena” – opisuje swoje nowe zamiłowanie.
Rodzina jako fundament
Mimo sukcesów i pasji, w sercu Česlovasa Gabalisa najważniejsza zawsze była rodzina. Z żoną są razem od ponad trzydziestu lat, a ich związek okazał się być opoką w najtrudniejszych momentach kariery. To ona dała mu siłę, by nie zatracić się w świecie muzyki i zawsze wracać do domu.
„Wszystko się zdarzało, ale zawsze wiedziałem, że wrócę do domu i tam na mnie czekają. To pomaga iść dalej” – podsumowuje artysta.
Czy zdarzyło Ci się kiedyś przeżyć coś zupełnie niespodziewanego, co zmieniło Twoje postrzeganie nawet najbardziej znanej sytuacji? Podziel się swoją historią w komentarzach!



