Jeszcze kilka miesięcy temu Edvinas był pełnym życia 33-latkiem, studentem architektury, miłośnikiem sportu i podróży. Jeden niefortunny ruch przy komputerze sprawił, że jego świat legł w gruzach, a on sam znalazł się w windykacyjnym wózku, z niewielkimi szansami na powrót do sprawności. To historia, która pokazuje, jak kruche jest nasze zdrowie i jak wiele zależy od determinacji w obliczu tragedii.
Wspólnie z Edvinem postanowiliśmy przyjrzeć się jego walce. To, czego doświadczył, może spotkać każdego, kto niedbale obchodzi się ze swoim bezpieczeństwem.
Nieszczęśliwy wypadek w mieszkaniu
Edvinas studiował architekturę w Wilnie i wynajmował mieszkanie o specyficznej budowie – loftowe, z antresolą. Planował zamontować tam balustrady, ale nie zdążył.
Jak doszło do tragedii?
Pewnego dnia, pracując przy komputerze na drugim poziomie mieszkania, Edvinas zbyt gwałtownie cofnął się z fotelem. W efekcie spadł z wysokości około dwóch i pół metra, a podczas upadku uderzył głową o grzejnik. Przyznaje, że to był niezwykle głupi i banalny powód, by zdobyć tak poważne obrażenia, szczególnie będąc trzeźwym.
Po upadku stracił przytomność na kilka godzin. Kiedy się ocknął, nie był w stanie się poruszyć. Na szczęście miał na sobie smartwatch, dzięki któremu udało mu się skontaktować z przyjacielem mieszkającym w pobliżu.
- „Stary, wpadłem w niezłe tarapaty, przyjdź, bo jestem chyba sparaliżowany” – takimi słowami Edvinas zdołał poinformować przyjaciela o swojej sytuacji.
Dramatyczne obrażenia i walka o życie
Przyjaciel i sąsiedzi, widząc ogromne stężenie krwi i brak możliwości otwarcia drzwi, musieli wezwać pomoc. Policja i straż pożarna musieli wyważyć drzwi, aby dostać się do poszkodowanego. Widok był przerażający – wielokrotne złamania czaszki, zmiażdżony kręgosłup i wszędzie krew. Edvinas trafił do szpitala w stanie śpiączki.
Po operacji: mgła i złe prognozy
Po siedmiogodzinnej operacji Edvinas przez trzy dni był w śpiączce. Prognozy lekarzy były bardzo niepokojące. Zdiagnozowano u niego złamania kilku kręgów kręgosłupa, a jeden z nich był całkowicie zmiażdżony.
Pierwsza myśl po przebudzeniu z koszmaru była prosta: „Dzięki Bogu, że żyję”. Edvinas początkowo bagatelizował swój stan, sądząc, że paraliż jest tylko tymczasowy i szybko wróci do pełni sił.
- Po jedenastu dniach na oddziale intensywnej terapii, został przeniesiony na oddział neurochirurgii.
- Tam rozpoczęły się **piekielne bóle**, których nie sposób opisać. Niektóre środki przeciwbólowe były mu odmawiane, co jeszcze bardziej potęgowało cierpienie.
Proces rehabilitacji: od spaghetti do nadziei
Przeniesienie do centrum rehabilitacji w rodzinnej Połądze było dla Edvinasa ulgą. Tam zaczął w pełni rozumieć skalę swojej trudnej drogi do odzyskania sprawności.
Codzienna walka
Ogromnym sukcesem było już samo przesiedzenie się z łóżka na wózek inwalidzki. Jego kręgosłup porównuje do makaronu spaghetti – był tak niestabilny, że bezwładnie przewracał się na bok. Mimo **ogromnego wysiłku, postępy były powolne**, co było dla niego frustrujące.
Co pomogło Edvinowi przetrwać? Jego wrodzony upór i perfekcjonizm. „Jestem bardzo uparty, mam w sobie dużo nadmiernego perfekcjonizmu, to mi pomogło,” mówi.
Początki były trudne. Kiedy zrozumiał, że wózek inwalidzki będzie jego towarzyszem na długi czas, pojawiło się wiele łez i czarnych myśli. Pomoc psychoterapeuty okazała się nieoceniona.
Piękno życia, które znikło w mgnieniu oka
Edvinas opisuje wcześniejsze trzy lata jako swój „złoty wiek”. Aktywnie trenował, zgubił zbędne kilogramy, zadbał o wygląd, studiował zaocznie i angażował się w życie studenckie. Każdy festiwal, każda podróż – wszystko to było jego pasją.
Z dnia na dzień stracił możliwość wykonywania wielu codziennych czynności. Nawet proste czynności, jak umycie się czy przygotowanie posiłku, stały się wyzwaniem. **W tej chwili w pełni zależy od pomocy przyjaciół i rodziny.**
- „Przed wypadkiem byłem człowiekiem z 186 cm wzrostu. Teraz jestem o 66 cm niższy.”
Siła inspiracji i wsparcia
Co motywuje go do dalszej walki? „Jeśli opuszczę ręce, życie będzie mniej interesujące przede wszystkim dla mnie samego.” Ogromne wsparcie płynie od jego przyjaciół, którzy nie tylko wierzą w jego powrót do zdrowia, ale także finansowo wspierają jego rehabilitację i zakup sprzętu.
Pierwsze wyjścia z domu na wózku inwalidzkim budziły niepokój. Bał się reakcji otoczenia, spojrzeń i litości. Jednak stara się pamiętać, że to tylko jego ciało się zmieniło, nie jego osobowość.
Utracona szansa na wąchanie perfum i smakowanie jedzenia
Trauma głowy odebrała Edvinowi zmysł węchu. Szansę na jego odzyskanie ocenia jako niewielką. To dla niego szczególnie trudne, bo był **wielkim kolekcjonerem perfum**. Choć pamięta zapachy, nie może ich już doświadczać.
Podobnie jedzenie straciło dla niego wartość smakową. Teraz postrzega je głównie jako źródło energii, skupiając się na teksturze.
Rehabilitacja zagranicą: nadzieja na powrót do życia
Swoją obecną rehabilitację Edvinas odbywa w prywatnej klinice w Polsce, ponieważ, jak twierdzi, w Polsce brakuje placówek oferujących tak zaawansowane metody leczenia i **sprzęt porównywalny do tego w gabinetach znanych rehabilitantów na świecie.** Opisuje łódzką rehabilitację jako stratę czasu, która bardziej uczy przyzwyczajenia do niepełnosprawności, a nie doprowadza do wyzdrowienia.
Po zebraniu pięciu tysięcy euro, Edvinas trafił do polskiej kliniki. Już po pierwszych dniach terapii jest pełen euforii. Personel daje mu nadzieję, że może zacząć czuć nogi.
Droga do drogie operacji
Lekarze nie chcą udzielać fałszywych obietnic dotyczących ponownego chodzenia. Jednak pewne sygnały, jak pytanie neurochirurga o czucie w nogach, dają Edvinowi nadzieję. Wierzy, że jeśli kanał nerwowy jest drożny, istnieje szansa na stanie na własnych nogach.
Rozważa również przeszczep komórek macierzystych – procedurę rzadką i kosztowną. Lekarz ze Szwajcarii, który analizował jego badania, widzi potencjał do powrotu do chodzenia. Przygotowanie i sama operacja mogą pochłonąć około **dziesięciu tysięcy euro**.
Obecnie Edvinowi pomagają wszyscy – rodzice, przyjaciele, rodzina, a nawet obcy ludzie. Koszty związane z przystosowaniem mieszkania, rehabilitacją i leczeniem są ogromne. Ale on się nie poddaje, traktując wózek inwalidzki jako tymczasowego towarzysza.
Wierzy, że leczenie i jego własne postanowienie przywrócą mu sprawność. Już we wrześniu planuje wrócić na studia. Jego historia to dowód na to, że nawet w najtrudniejszych sytuacjach **nadzieja i determinacja mogą zdziałać cuda**.
A jakie są Twoje doświadczenia z powrotem do zdrowia po poważnych urazach? Podziel się nimi w komentarzu!



