Każda przyszła mama marzy o pięknym i zdrowym dziecku. Dziewięć miesięcy oczekiwania, troski i przygotowań często kończy się narodzinami potomka, który wypełnia życie rodziców bezgraniczną miłością. Niestety, w przypadku Żivile z Litwy, oczekiwanie na pierwszego syna przerodziło się w gehennę. To, co miało być najszczęśliwszym dniem, stało się tragedią z powodu fatalnych decyzji personelu medycznego.
To, co spotkało jej rodzinę, wciąż budzi w niej ból i wściekłość. Historia, którą dziś opowiadamy, pokazuje, jak ważne jest, by lekarze podejmowali decyzje we właściwym czasie, a ludzkie życie i dobro dziecka stały na pierwszym miejscu. Dziś jej synek, urodzony wskutek tragicznego zaniechania lekarzy, nie może samodzielnie jeść ani się poruszać. Sąd już potwierdził – przyczyną tego stanu rzeczy było zbyt późno wykonane cięcie cesarskie.
Gdy lekarz podejmuje błędną decyzję
Rok 2019 zaczął się dla Żivile i jej męża wspaniałą wiadomością o dziecku. Ciąża przebiegała idealnie, a przyszła mama troskliwie dbała o każdy szczegół, by jej dziecko było zdrowe. Wszystkie badania potwierdzały, że maluch rozwija się prawidłowo.
Niespodziewanie, 21 czerwca, na pięć dni przed wyznaczonym terminem porodu, lekarka postanowiła przyspieszyć akcję porodową. Bez wyraźnego powodu, tłumacząc się rzekomo zbyt małą ilością wód płodowych, choć późniejsze analizy temu zaprzeczyły. „Nie wiem, dlaczego zdecydowano się na poród 21-go, niby było mało wód płodowych, ale we wszystkich naszych dokumentach nie potwierdzono, że płynu było mało. Rano pracowała inna lekarka, ale po zmianie warty wszystko się zmieniło” – wspomina Żivile.
Zaczęto stymulację porodu, jednak natura nie chciała współpracować zgodnie z planem. Dziecko nie spieszyło się na świat naturalnymi drogami. Tutaj nastąpił krytyczny moment – zamiast natychmiastowej interwencji, lekarze zaczęli zwlekać. Ani Żivile, ani jej mąż nie byli informowani o pogarszającym się stanie dziecka. Każda minuta robiła się coraz cenniejsza.
„Nigdy nie myślałam o cesarskim cięciu i nie sądziłam, że coś takiego może się zdarzyć. Byłam nastawiona na poród naturalny, jechałam z największą chęcią i radością, bo wiedziałam, że zobaczę swojego syna, ale wszystko skończyło się inaczej – tego dnia go nawet nie zobaczyłam” – przyznaje Żivile.
Zaniedbanie, które kosztowało zdrowie dziecka
Lekarze zaniechali działań, widząc pogarszające się parametry życiowe płodu. Nie wspomniano ani o cięciu cesarskim, ani o tym, że stan synka jest krytyczny. „Nie wiem, może czekali, aż dam pieniądze do kieszeni, nie potrafię wyjaśnić, dlaczego tyle czasu czekali. Pierwsze oznaki, że coś jest nie tak, były widoczne na kardiogramie o 21 wieczorem, ale lekarka nic nie zrobiła. O 23:30 sytuacja była już beznadziejna, ale operację wykonano dopiero o 1:25 w nocy. Wyobraźcie sobie, ile czasu zwlekali” – mówi z rozgoryczeniem.
Żivile nie była świadoma tego, co dzieje się z jej ciałem i dzieckiem. Gdyby wcześniej wiedziała o krytycznym stanie syna, z pewnością nalegałaby na wcześniejsze cesarskie cięcie. „Nie wiedziałam, że mojemu dziecku jest źle, nikt nam nic nie mówił, nawet mężowi, mimo że był ze mną. Nikt nic nie mówił, kazali położyć się do łóżka, nie rozumiałam, co się dzieje, ale nikt nie wspomniał o cesarskim cięciu – wszystko działo się po cichu”.
Po porodzie kobieta nie zobaczyła swojego dziecka. Syn został natychmiast przetransportowany do Wilna, ponieważ jego stan był bardzo poważny. Żivile z oburzeniem wspomina zachowanie lekarki następnego dnia. „Według kardiogramu lekarze widzieli, że jest źle, że umiera. Wyciągnięto go nie oddychającego, reanimowano go przez 10 minut. Nie wiedziałam, że mu jest źle. Mąż dowiedział się o stanie syna dopiero, gdy pojechał do Wilna tego samego ranka. A rano ta pani doktor, wiedząc całą sytuację, jak źle się czuje, klękała na kolanach, całowała mi ręce i mówiła, że wszystko jest w porządku, że wywieźliśmy twoje dziecko do Wilna tylko na badania i tyle” – emocjonalnie opowiada.
Walka o życie i szokujące wymówki lekarza
Dla Żivile to nie była trauma porodowa, lecz zwykłe zaniedbanie i nieodpowiedzialność lekarzy. Ojciec chłopca, Egidijus, do dziś pamięta dzień, gdy po raz pierwszy zobaczył syna w wileńskiej klinice.
„Ten widok wciąż mam przed oczami – przyjechałem, podłączona była cała masa aparatury, wyglądało to strasznie, było niesamowicie przerażające. Pytali mnie, co się stało, dlaczego jest w takim stanie, a ja nic nie wiedziałem, tylko tyle, że odbywał się poród, ją szybko przewieźli na salę operacyjną, zrobiono cesarskie cięcie, a dopiero potem zobaczyłem, jak wynoszą dziecko zawinięte w kocyk” – wspomina ojciec. W trzeciej dobie walki o życie syna, rodzice zdecydowali się na chrzest, bo szanse na przeżycie były minimalne. Mały Marko okazał się jednak prawdziwym wojownikiem i wkrótce będzie obchodził trzecie urodziny. Niestety, błąd lekarzy zostawił trwałe ślady.
- Dziś Marko nie widzi.
- Nie utrzymuje główki.
- Nie obraca się.
- Nie je samodzielnie – wymaga gastrostomii.
„Mam złość do lekarki, która będzie mi towarzyszyć do końca życia, bo każdego ranka budzę się i widzę, jak źle czuje się moje dziecko. Miał żyć pełnią życia, ale przez nieodpowiedzialny krok jego życie się zmieniło” – mówi Żivile.
Droga przez sądy i nadzieja na zmianę
Rodzice nie poddali się. Zwrócili się do wszelkich możliwych instytucji, ale otrzymali jedynie kolejne pisma. W końcu, z pomocą prawnika, podjęli walkę na drodze sądowej. Niedawno usłyszeli, że to, co się stało, jest w 100% winą lekarzy. „Ostatni wniosek ekspertyzy mówi, że podano nieodpowiednie dawki leków, nawet nie trzeba było wywoływać porodu, ale zdecydowano, że trzeba i podano złe dawki leków” – opowiadał Egidijus. Kiedy proces się rozpoczął, stanowisko szpitala się zmieniło. Mężczyzna przyznaje, że najbardziej szokującym było tłumaczenie lekarki, która stwierdziła, że danego dnia nie miała przy sobie okularów, dlatego coś źle zaznaczyła.
„Nie wiem, czy to stanowisko szpitala, ale w sądzie stwierdzono, że chcą zarobić na nieszczęściu. Nawet na papierach jest napisane, że takie słowa padły” – dodał.
Niezależnie od tego, co uda się osiągnąć, nie da się już przywrócić synowi normalnego życia ani cofnąć czasu. Rodzice Marka nie mają wątpliwości, że szpital będzie odwoływał się od wyroku. „Wszystko trwało dwa i pół roku i dopiero teraz skończyły się procesy, a końca nie widać, bo na pewno będą się odwoływać od wyroku. Takie mam wrażenie, wszystko zostało udowodnione w pięciu instancjach, w sądzie, a oni nadal idą do końca. Wniosek jest taki – czekają, aż dziecko umrze, ja innego wytłumaczenia nie znajduję” – mówi Ż. Jančauskaitė.
Obecnie coraz głośniej mówi się o tym, że kobiety powinny mieć możliwość swobodnego wyboru porodu przez cesarskie cięcie. Taka decyzja wciąż jest jednak odkładana. Żivile jest przekonana – takie prawo pomogłoby zapobiec tragediom takim jak ta, którą ona przeżyła.
Stanowisko szpitala
Portalowi tv3.lt komentarz przesłał również specjalista ds. komunikacji Republikańskiego Szpitala w Poniewieżu, Vytautas Riaubiškis. Przedstawiciel szpitala przeprosił rodziców, ale nie skomentował przebiegu porodu.
„Zespół Republikańskiego Szpitala w Poniewieżu głęboko ubolewa i przeprasza rodziców za poród, podczas którego urodził się niepełnosprawny chłopiec. Rozumiemy ból rodziców i szczerze im współczujemy. Republikański Szpital w Poniewieżu szanuje prawa kraju i ufa instytucjom sądowniczym, dlatego jest gotów uznać ostateczny, niepodlegający zaskarżeniu wyrok i go wykonać. Obecnie ten spór prawny nie został jeszcze zakończony – wyrok sądu nie jest prawomocny i powód wciąż może się od niego odwołać. Szanując rodziców, rozumiejąc ich ból i nie chcąc publicznie poruszać tego niezwykle wrażliwego tematu, przestrzegając prawa i etyki, na razie nie będziemy udzielać żadnych oświadczeń ani wyjaśnień, powstrzymamy się od komentarzy w tej sprawie. Zespół Republikańskiego Szpitala w Poniewieżu ponownie bardzo ubolewa z powodu tego porodu i dokłada wszelkich starań, aby w przyszłości uniknąć podobnych incydentów.”
Moja historia, jak wielu innych, jest dowodem na to, że czasami życie pisze najbardziej niewiarygodne scenariusze. Czy coś mogło potoczyć się inaczej? Czy była szansa na uniknięcie tej tragedii?



