Czy dziesięcioletnie dziecko może bezkarnie ranić innych? W Ukmergė, na Litwie, dzieje się coś niepokojącego. Lokalna społeczność jest zaniepokojona serią agresywnych incydentów z udziałem jednego, pozornie niewinnego dziesięciolatka. Problem nabiera tempa, a policja otrzymuje kolejne zgłoszenia. To nie jest zwyczajne psotne zachowanie – to przemoc, która budzi pytania o granice odpowiedzialności i skuteczność systemu ochrony praw dziecka. Czy naprawdę jesteśmy bezradni wobec takiego zachowania? Czytaj dalej, aby dowiedzieć się, dlaczego ta sytuacja jest tak alarmująca i co można z nią zrobić.
Nasycone sceny przemocy
Wiadomości z litewskiego Ukmergė mrożą krew w żyłach. Miejsce, które powinno być bezpieczną przestrzenią dla dzieci, stało się areną ich brutalności. Ostatnio opublikowany film pokazuje szokujący akt przemocy: dziesięcioletni chłopiec agresywnie atakuje innego, siedzącego na schodach. Bez wahania, z pełną siłą, uderza i kopie młodszego kolegę, który desperacko próbuje się bronić. Cała scena, nagrywana przez innego rówieśnika, który z zimną krwią obserwuje płacz ofiary, jest przerażająca.
Kontekst niestety nie usprawiedliwia
To nie jest pierwszy taki wybryk tego samego chłopca. Zaledwie tydzień wcześniej był bohaterem podobnego nagrania, gdzie atakował ucznia w parku. Jeden incydent można by zrzucić na karb chwilowego zaćmienia, ale seria narastających aktów przemocy jasno wskazuje na głębszy problem. Alarmujące jest to, że nawet świadkowie, w tym współtowarzysze sprawcy, wydają się obojętni lub wręcz czerpią rozrywkę z cierpienia innych.
Prawo milczy, gdy bije
Kiedy zgłoszenie o kolejnym ataku trafiło na policję, reakcja była natychmiastowa: rozpoczęto dochodzenie. Jednak tutaj pojawia się gorzki paradoks. Według litewskiego prawa, dziesięcioletni sprawca nie ponosi odpowiedzialności karnej. Granica wieku, od której można mówić o przestępstwie, to 16 lat. Oznacza to, że mimo popełnienia takich czynów, chłopiec pozostaje poza zasięgiem sankcji karnych.
„Ponieważ ten nieletni nie ukończył 16 lat, rozpoczęcie postępowania przygotowawczego jest niemożliwe, dlatego po rozpatrzeniu wniosku odmawia się wszczęcia postępowania przygotowawczego” – wyjaśnia Astra Krogertienė z policji w Ukmergė.
Co jeszcze się dzieje?
Jak podają lokalne media, ten sam uczeń nie tylko wykazuje agresję wobec rówieśników, odbierając im rzeczy, ale także grozi nauczycielom, a jednego z nich podobno nawet zranił, rzucając w niego sztućcami. Mieszkańcy są przerażeni i zagubieni, nie wiedząc, jak skutecznie zareagować na takie zachowanie.
„Jakie prawo, takie rezultaty, skoro dziecku nic nie można powiedzieć. Może wyrosnąć na bandytę. Kary powinny odpowiadać przestępstwom, teraz jest nieletni, może nawet zabić.”
„Źle, jakoś trzeba wychowywać dzieci, zajmować je, lepiej zająć.”
„Dość duże są te dziesięciolatki, rozumieją wszystko – więcej uwagi, więcej zajęć, może fizycznych, sport jest bardzo dobrą rzeczą.”
„Trzeba wychowywać, rodzice muszą się dołożyć, nie tylko szkoła.”
Instytucje wiedzą, ale co robią?
Pomimo dramatycznej sytuacji, instytucje zapewniają, że zarówno rodzina, jak i sam dziesięciolatek są im znani i otrzymują pomoc. Lina Baranauskienė, szefowa Wydziału Ochrony Praw Dziecka w rejonie wileńskim, twierdzi, że pomoc dla rodziny trwa już od około dwóch lat.
Choć najnowsze nagranie mogło zostać wykonane wcześniej, jego rozprzestrzenienie się wywołało falę niepokoju. Władze lokalne zwołały pilne spotkanie, aby uspokoić mieszkańców. „Jest zrozumiałe, że w społeczności panuje niepokój, rozmawiając z kolegami, można to wyczuć, ale chcę uspokoić, że instytucje są zmobilizowane i mogą pomóc, udzielając wsparcia” – mówi Baranauskienė.
Statystyki mówią same za siebie
Z danych policji wynika, że tylko w ciągu ostatniego miesiąca (marca) w związku z agresywnym zachowaniem tego jednego dziesięciolatka wobec innych dzieci wpłynęły co najmniej trzy zgłoszenia. To dowodzi, że problem jest systematyczny i wymaga natychmiastowej, zdecydowanej reakcji, która wykracza poza obecne ramy prawne.
Warto zastanowić się, czy obecne przepisy dotyczące odpowiedzialności nieletnich są wystarczające w obliczu coraz trudniejszych wyzwań wychowawczych. Czy nie potrzebujemy mechanizmów, które pozwolą skuteczniej interweniować, zanim sytuacja wymknie się spod kontroli?
Co Waszym zdaniem instytucje i społeczeństwo powinni zrobić w takich przypadkach, gdy prawo nie nadąża za rzeczywistością?



