Marzysz o idealnym ślubie, ale przerażają Cię koszty i potencjalne komplikacje? Laura i Diana, para, która niedawno powiedziała sobie „tak” w malowniczej scenerii nad morzem, udowodniły, że bajkowe wesele jest w zasięgu ręki. Udało im się zorganizować święto pełne wzruszeń, piękna i ważnych dla nich wartości, mimo że budżet finalnie okazał się dwukrotnie wyższy niż zakładano. Ich historia i praktyczne porady mogą być dla Was wielką inspiracją.
Decyzja o ślubie zawsze wiąże się z ogromnymi emocjami i marzeniami. Jednak współczesne realia często stawiają przed nami wyzwania, zarówno finansowe, jak i logistyczne. Jak zatem pogodzić wizję wymarzonego dnia z realnymi możliwościami? Laura (29 lat) i Diana (25 lat) podjęły to wyzwanie z odwagą i determinacją, tworząc wydarzenie, które przerosło ich najśmielsze oczekiwania.
Jak powstał pomysł na „bajkowe” wesele?
Pomysł na wymarzoną ceremonię zrodził się ponad rok temu, tuż po tym, jak obie panie oficjalnie się sobie oświadczyły. Chciały przełamać tradycyjny schemat i pokazać, że w związku to obie strony mogą inicjować tak ważne kroki. „Chciałyśmy obie powiedzieć: 'Chcę, żebyś była moją żoną’,” wspomina Laura. Od początku ich wizją było kameralne, pełne szczerości i miłości święto, w gronie najbliższych osób, z przysięgami wypowiedzianymi prosto z serca.
Proces planowania trwał rok. Para poświęciła mnóstwo czasu na dopracowanie każdego detalu, wiedząc, że taki dzień zdarza się raz w życiu. „Długo wybierałyśmy miejsce – chciałyśmy mieć możliwość zorganizowania ceremonii na świeżym powietrzu, blisko morza. Suknia była wybierana z niezwykłą starannością, a garnitur szyty na miarę. Zależało nam na harmonii, pięknie i głębokich emocjach,” dodaje Diana. Finalny efekt przerósł ich oczekiwania, stając się jeszcze piękniejszym obrazem ich wspólnej miłości.
Symboliczna lokalizacja: gdzie zrodziło się marzenie?
Wybór miejsca okazał się kluczowy. Po roku poszukiwań, postawiły na lokalizację, która ma dla nich szczególne znaczenie. „Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Kłajpedy, widok morza był pierwszym, co mnie przywitało. Ono po raz kolejny odegrało ważną rolę, stając się dla nas symbolem,” opowiada Diana. Ich uroczystość odbyła się w Kłajpedzie, w restauracji położonej tuż nad brzegiem morza, co zapewniło nie tylko malownicze tło, ale i niepowtarzalną atmosferę.
Ceremonia była wzruszająca nie tylko dla Laury i Diany, ale również dla ich gości. Wielu z nich nie powstrzymało łez wzruszenia, dzieląc ich radość. „Ceremonię prowadzili ambasadorowie humanistycznych ceremonii „Taip Kitaip”, obecnie zmieniający nazwę na „HIA” (Ambasadorowie Idei Humanistycznych). Okazując bezgraniczne wsparcie dla par jednopłciowych, organizują oni ceremonie bezpłatnie do czasu, aż związki jednopłciowe zostaną zalegalizowane w Litwie. Jesteśmy im za ten dar niezmiernie wdzięczne. Naszą ceremoniarką była Rasa, która nadała naszej uroczystości sens, pozwalając gościom podróżować przez historię naszej miłości,” z radością wspominają kobiety.
Niezwykli goście honorowi
Szczególnym momentem ceremonii było pojawienie się dwóch małych dziewczynek, które miały niezwykłą rolę. „To były bliźniaczki z rodziny Laury. Podczas ceremonii przekazały nam obrączki. To była niezwykle wzruszająca i piękna chwila, która dodała imprezie jeszcze więcej czułości,” zdradza Diana.
Rodzinne więzi mimo odległości
Niestety, radosne chwile nie mogły być celebrowane w pełnym gronie rodzinnym. Diana opowiada o smutnej nieobecności rodziców na ślubie: „Wesele było kameralne – 20 osób. Tylko najbliżsi: rodzina i przyjaciele. Niestety, moi rodzice nie mogli przyjechać – z powodu wojny i sytuacji politycznej. Obywatelom Białorusi bardzo ciężko jest teraz uzyskać wizę. To było trudne, ale zrobiliśmy wszystko, by czuli się częścią uroczystości: koordynatorka nagrywała, wysyłała zdjęcia, my dzwoniłyśmy. Nawet na odległość mogli złożyć nam życzenia i cieszyć się razem z nami.”
Ile kosztuje bajka? Szczerość ponad wszystko
Dobrze wiemy, że wesela nie należą do najtańszych imprez. Ceny usług potrafią przyprawić o zawrót głowy. Laura i Diana, mimo iniziale założonego budżetu, dokonały korekty, czego absolutnie nie żałują. „Wesele kosztowało nas dwukrotnie więcej, niż planowałyśmy. Myślałyśmy, że będzie skromnie, ale budżet wzrósł z 5 do 10 tysięcy euro. I wcale tego nie żałujemy. To dzień, który będziemy pamiętać przez całe życie. Jeśli chcecie – zróbcie to. Znam pary, które planowały ślub, ale zdecydowały się tylko na rejestrację, a później pojawiły się dzieci, mieszkanie, inne troski – i ten moment minął. Taki dzień to czyste emocje, których nie da się powtórzyć.”
Miłość bez strachu: przesłanie dla wszystkich
W Litwie pary jednopłciowe często odczuwają pewne obawy i zagrożenia. Laura i Diana głośno mówią, że nie należy bać się tego, kim się jest. „Nie odczuwałyśmy żadnych obaw. Nie wstydzimy się siebie i nie czujemy dyskryminacji. Żyjemy tak, jak chcemy i wierzymy, że jeśli człowiek emanuje pozytywem i pewnością siebie, spotka się z takim samym podejściem. Oczywiście, zwracano na nas uwagę – wszak nie codziennie dwie kobiety biorą ślub. Ale spojrzenia były pełne ciekawości i, jak nam się wydawało, podziwu. Czułyśmy się komfortowo, naturalnie i nie było momentu, w którym chciałybyśmy się ukryć,” opowiada Diana.
Diana zdradza, że ich małżeństwo zostało zarejestrowane znacznie wcześniej, bo w 2024 roku, a uroczystość odbyła się w tym roku. Niestety, małżeństwo zostało zarejestrowane poza Litwą, w USA, gdzie jest to legalne. „Jesteśmy wolnymi ludźmi i chcemy mieć równe prawa jak wszyscy inni. Oficjalnie pobrałyśmy się 26 sierpnia 2024 roku w USA, w stanie Utah, który jeszcze podczas pandemii COVID-19 zalegalizował zdalną rejestrację małżeństw, a ta praktyka stała się teraz dość popularna. Nasze małżeństwo jest ważne nie tylko w USA, ale i we wszystkich krajach, w których zalegalizowane są związki jednopłciowe. Dokument posiada apostille, dzięki czemu jest rozpoznawalny na arenie międzynarodowej. Z góry wiedziałyśmy, że chcemy zorganizować uroczystość na Litwie, a rejestrację wybrałyśmy tam, gdzie było to najprostsze i legalne. Było to ważne również ze względu na dokumenty: ja jestem obywatelką Białorusi, ona – Litwy. Chociaż Litwa nie uznaje zawartych za granicą związków jednopłciowych, daje możliwość uzyskania pozwolenia na pobyt z powodu rodziny. Już posiadam takie pozwolenie, i to jest dla nas bardzo ważne.”
Praktyczne rady od pary z sercem na dłoni
Diana i Laura twierdzą, że nie ma się czego bać i nie należy odkładać święta tylko z powodu lęku przed niezrozumieniem. „Jeśli chodzi o pary LGBT, najważniejsze to nie bać się organizować święta dla siebie, nawet jeśli w Waszym kraju nie ma pełnej legalizacji małżeństw. To Wasz dzień i powinien on być o Was. Rytuał, przysięgi, możliwość powiedzenia sobie ważnych słów – to jest nieocenione. Nie odkładajcie tego tylko dlatego, że ktoś może potępić lub „nie zrozumieć”.”
Pamiętajcie o tych wskazówkach:
- Zacznijcie od wyboru miejsca, ponieważ dobre miejsca rezerwuje się bardzo szybko.
- Nie próbujcie dopasować się do oczekiwań innych. Róbcie to, jak chcecie Wy. Goście przychodzą, by się z Wami cieszyć, a nie po to, by dyktować, jak ma wyglądać Wasz dzień.
Ich historia to dowód na to, że miłość jest najpiękniejszą siłą, która potrafi pokonać wszelkie bariery. Czy Wasze wesele również miało swój niepowtarzalny charakter? Podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzach!



