Jak uratować polskie szpitale? Szef placówki ujawnia: "Jeśli lekarz żąda za to pieniędzy, jest podłym łotrem"

Jak uratować polskie szpitale? Szef placówki ujawnia: „Jeśli lekarz żąda za to pieniędzy, jest podłym łotrem”

Czy zdarzyło Ci się poczuć zażenowanie, gdy ktoś próbował „dosypać” do kieszeni lekarza za przysługę, która powinna być standardem? To powszechny problem, który niszczy zaufanie do polskiej służby zdrowia. Menedżerowie placówek medycznych widzą to na co dzień i nie boją się mówić głośno o tym, co naprawdę kryje się za tzw. „wdzięcznością” pacjenta.

Ostatnie wydarzenia w polskiej ochronie zdrowia wywołały falę dyskusji na temat korupcji. Dyrektor szpitala w Joniszkach, Martynas Gedminas, podzielił się osobistym, szokującym doświadczeniem, które ilustruje głęboko zakorzeniony problem. Jego słowa rzucają światło na to, dlaczego nadal żyjemy w kraju, gdzie za pomoc w chorobie często trzeba dodatkowo płacić.

„Poczułem się strasznie upokorzony” – osobiste świadectwo dyrektora

Jak wspomina Martynas Gedminas, wszystko wydarzyło się pod koniec jego dyżuru. Do szpitala trafił pacjent, który nagle poczuł się gorzej. Po badaniach okazało się, że choroba dopiero się rozwija. Sytuacja była taka, że pacjent mógł wrócić do domu, ale z uwagi na wiek i choroby współistniejące, lekarze zdecydowali o jego hospitalizacji, aby uniknąć ryzyka pogorszenia stanu zdrowia.

Po podjęciu decyzji o przyjęciu pacjenta na oddział, dyrektor Gedminas zmierzał do wypełnienia dokumentacji. Wtedy poczuł, jak ktoś podchodzi do niego z tyłu i próbuje włożyć mu rękę do kieszeni piżamy.

„Poczułem się po prostu strasznie upokorzony. Jakby ktoś myślał, że decyzję o przyjęciu kogoś bliskiego do szpitala można ode mnie kupić” – mówi wzburzony,

Jak przyznaje, mimo szczerych przeprosin za swoją reakcję, trudno mu było zapanować nad emocjami. Osoba, która próbowała wręczyć mu pieniądze, popełniła rażące przestępstwo, a gest ten był jawnym dowodem pogardy dla jego pracy i kodeksu lekarskiego.

Łotr czy idiota? Dwa oblicza korupcji w białym fartuchu

Dyrektor nie kryje swojego rozgoryczenia faktem, że mimo licznych programów antykorupcyjnych, problem ten wciąż jest obecny w polskiej medycynie. Uważa on nową, trzyletnią strategię walki z korupcją Ministerstwa Zdrowia za „absolutny absurd”.

„Jeśli żądasz pieniędzy za to, co masz obowiązek zrobić dla pacjenta, zachowujesz się jak podły łotr, bo to po prostu nie idzie w parze z białym fartuchem. Jeśli przyjmujesz podziękowania w formie pieniędzy, zachowujesz się jak idiota, bo nieproporcjonalnie ryzykujesz procesem karnym i swoją licencją” – podkreśla bezkompromisowo Gedminas.

Według niego, cel tej strategii – zmniejszenie postrzegania placówek medycznych jako najbardziej skorumpowanych instytucji o 1% rocznie – jest nierealny. Takim tempem walka z korupcją będzie trwać latami.

Dlaczego lekarze nadal biorą łapówki? Problemy systemowe

Martynas Gedminas uważa, że kluczem do rozwiązania problemu jest nie tylko zmiana postaw medyków czy pacjentów, ale przede wszystkim odpowiedzialność menedżerów placówek. To oni tworzą środowisko, w którym korupcja może łatwiej lub trudniej zadomowić się.

  • Niskie wynagrodzenia: Jak podkreśla dyrektor, jeśli w sektorze publicznym lekarz nie zarabia godziwie, administracja pośrednio toleruje łapownictwo. Brak godnych pensji sprawia, że specjaliści szukają zatrudnienia gdzie indziej, a ci, którzy zostają, mogą czuć się niedocenieni.
  • Kuszące układy: Gedminas zauważa, że opłaca się mieć „tanich specjalistów”, zwłaszcza gdy zarząd chce zyskać na nieprzejrzystych przetargach lub usprawiedliwić własne lenistwo, budując rozdmuchany aparat administracyjny kosztem pensji medyków.
  • Brak standardów: W programach ministerstwa brakuje jasnych zapisów o standardach wynagrodzeń i obciążenia pracą, które gwarantowałyby przejrzystą i jakościową pracę.

„Byłem kompletnie oszołomiony, gdy dowiedziałem się, że jednej z lekarek, aplikującej do szpitala w mieście wojewódzkim, szef powiedział: 'Pensja to 1400 euro do ręki, resztę przecież sobie dorobisz'” – opowiada z niedowierzaniem.

Kyšiai, podziękowania, koperty – to przestępstwo

Dyrektor podkreśla, że łapówki, „wdzięczności” i „prezenty w kopertach” to nie tylko nieetyczne zachowanie, ale przede wszystkim przestępstwo, które należy wykorzenić. W przeszłości korupcja mogła być postrzegana jako element kultury, ale dziś musi odejść w zapomnienie.

Gedminas porównuje sytuację do lipnych deklaracji o skaidrumie, które wieszamy na ścianach. Prawdziwa zmiana wymaga inwestycji i ustalenia realnych standardów wynagrodzenia, które pozwoliłyby na postawienie odpowiednich wymagań medycznym profesjonalistom.

„Widzimy jawny upadek publicznego sektora medycyny, ogromną migrację specjalistów do sektora prywatnego. Bez odpowiednich inwestycji w personel medyczny, kluczowe oddziały, takie jak intensywna terapia, położnictwo czy chirurgia, pozostaną bez specjalistów” – alarmuje Gedminas.

Jego zdaniem, nie wystarczy mówić o przejrzystości. Trzeba ją wdrażać w praktyce. Jego osobiste doświadczenie i publiczne wypowiedzi lekarzy takich jak on, pokazują, że jest to ostatni dzwonek, by wspólnie, jako pacjenci i personel medyczny, walczyć o silną i efektywną służbę zdrowia.

A co Ty sądzisz o problemie korupcji w polskich szpitalach? Czy miałeś/aś podobne doświadczenia lub obserwacje?

Przewijanie do góry